sobota, 17 stycznia 2015

Rozdzial 2 - Każdy zły dzień ma posmak dobrego

-Madie, śpisz jeszcze?
Zapytała Sara, lekko uchylając drzwi do pokoju siostry
-Teraz już nie -Powiedziała oburzona -Czego chcesz?
Zapytała unosząc lekko głowę.
-Jest siódma dwadzieścia, zaraz do szkoły
Powiedziała Sara, odchodząc
-No tak... dzisiaj zaczyna się ukochana szkoła
Burknęła pod nosem

***

-Nasza księżniczka już wstała?
Zapytał Tom, gdy Sara wchodziła do kuchni
-Tak, ale chyba lewą nogą. Co jest na śniadanie?
Zapytała zaglądając po szafkach
-Raczej nic. Trzeba będzie pójść do sklepu i coś kupić
-Ja kupie sobie coś w szkole
Rzuciła Madie, przechodząc obok wuja i siostry
-Ja mogę pójśc do sklepu, jeśli chcesz
Zaproponowała Sara, nie zwracając uwagi na Madie
-Dobrze, ale wiesz gdzie jest tutaj sklep?
Zapytał Tom
-Tak, wczoraj widziałam jeden nie daleko.
Odpowiedziała, z małym uśmiechem
-Może mnie już ktoś zawieść do tej głupiej szkoły? Chce już mieć ten dzień za sobą
Powiedziała poddenerwowana Madie.
-Przykro mi kochana, ale z tej racji iż mamy krucho z pieniędzmi będziesz zmuszona pojechać dzisiaj autobusem
Powiedział Tom, co nie za bardzo spodobało się brunetce
-Autobusem?
Zapytała niedowierzając
-Przykro mi...
-Jakby ci serio było przykro to byś zrobił cokolwiek, żebym tylko nie musiała jechać z bandą nieznajomych idiotów autobusem
Rzuciła nakładając buty.
-Ale to tylko przez parę dni
-Dobra nie ważne, przecież to jasne że macie mnie wszyscy daleko gdzieś
Rzuciła na koniec, trzaskając drzwiami.
Tom popatrzył na Sarę, zdezorientowany
-Mówiłam że wstała dziś lewą nogą
Odpowiedziała brunetka, kosztując jabłko

***

Madie szła w stronę przystanku, kiedy nagle przyśpieszyła krok. Autobus którym miała jechać właśnie odjechał
-Cholera!
Krzyknęła sama do siebie.
Szybkim ruchem ręki odgarnęła kosmyk włosa z twarzy, i wyciągnęła telefon z kieszeni, który wskazywał godzinę 7:58
-No pięknie, nie ma to jak spóźnić się w pierwszy dzień szkoły
Powiedziała pod nosem
Po chwili namysłu ruszyła w stronę szkoły

***

-Wujku, to ja już wychodzę do sklepu. Jak coś to wzięłam 100 dolarów, jeśli zostanie  mi się reszta to ci przyniosę. 
Uprzedziła Sara, otwierając drzwi
-Jeśli zostanie ci się reszta? -Zapytał, stając naprzeciwko niej -A co ty będziesz robić jakieś zapasy, że aż tyle pieniędzy masz zamiar wydać?
Zapytał rozbawiony mężczyzna
-Po prostu chcę żeby wystarczyło nam jedzenia do końca tygodnia.
-No dobrze, ale będziesz szła tak na piechotę?
-A mam jakiś wybór, pojechałabym samochodem, ale w końcu jest zepsuty.
Wyjaśniła, kiedy Tom popatrzył na nią podejrzliwie
-Wiesz, mam coś co mogłoby ci się całkiem przydać.
Odpowiedział, kiedy po chwili zaprowadził ją do garażu, w którym stał nowy, czerwony rower
-I jak ci się podoba?
Zapytał siostrzenicę
-Jest świetny, skąd go masz?
Zapytała, przyglądając się u uważnie.
-Byli mieszkańcy domu go tutaj zostawili, tak jak i resztę różnych gratów. Jeśli chcesz to możesz go użyć
Powiedział, kiedy Sara usiadła na rower. 
-A co jeśli go zepsuję
Rzuciła
-Bądź spokojna, może nie załamie się pod twoim ciężarem
Zażartował szatyn
-Ha ha ha, bardzo śmieszne
Powiedziała ironicznie Sara


***

Po ośmiu minutach Madie była już w budnynku
-Już nigdy nie będę tyle chodzić
Burknęła pod nosem
-Też tak mówiłam, jak pierwszy raz szłam na piechotę do szkoły. Przerąbane co nie?
Rzuciła nieznajoma szatynka, do Madie.
-Callie jestem
Przedstawiła się
-Madie
Powiedziała skromnie brunetka
-A więc, Madie, to ty jesteś ta nowa, tak?
Zapytała Callie, na co Madie lekko kiwnęła głową
-Miło poznać. Wiesz jeśli będziesz czegoś potrzebować, to śmiało przychodź do mnie, ale teraz to radziłabym ci iść już na lekcje
Rzuciła odchodząc. 
-Przepraszam
Nagle Madie usłyszała nieznajomy głos za sobą
-To ty jesteś Madie? 
Zapytała wysoka blondynka
-Ta-ak
Odpowiedziała nie pewnie Madie
-Chodź ze mną, zaprowadzę cię na lekcje. 
Powiedziała kobieta, prowadząc Madie, w stronę klasy. 

***

Sara weszła powolnie do sklepu. Zaczęła się dokładnie przyglądać, i patrzeć produkty które mogłyby przydać się w domu. 
-Czy mogłabym kogoś tutaj prosić
Zapytała nie mogąc znaleźć potrzebnego jej produktu, lecz nikt jej nie odpowiedział
Sara rozejrzała się dookoła. Wszędzie panowała podejrzana cisza. Po chwili podeszła pod ladę.
-Przepraszam
Rzuciła, lecz ponownie nikt jej nie odpowiedział
Zdezorientowana, postanowiła wyjść ze sklepu, kiedy nagle usłyszała coś na zapleczu. Postanowiła udać się w stronę zaplecza, z myślą iż ktoś może potrzebować pomocy. Lekko uchyliła drzwi
-Jest tu ktoś?
Zapytała, lecz nie było tam nikogo, tylko jakieś pudełka i bez użyteczne rzeczy. Sara wzięła kilka kroków do tyłu, kiedy nagle poczuła kogoś za sobą. Odwróciła się powolnie
-Sara?
Nagle ujrzała za sobą Luka
-Cześć, nawet nie wiesz jak się cieszę że to ty
Powiedziała, z ulgą
-Ja też się cieszę że cię widzę, co ty tutaj robisz?
Zapytał idąc w stronę zaplecza
-Postanowiłam kupić coś do domu, ale nikogo tu nie było. Później usłyszałam coś podejrzanego na zapleczu i postanowiłam to sprawdzić
Wytłumaczyła
-To pewnie Lili
Wyjaśnił
-Lili?
Zapytała nie do końca rozumiejąc
-Tak, kotka mojej mamy
Powiedział, idąc w jej stronę z szarym nie wielkim kociakiem na rękach.
-Witaj mała -Zwróciła się do zwierzaka -To ty próbowałaś mnie tak przestraszyć
Rzuciła, pieszcząc kotkę.
-Chyba cię polubiła
Stwierdził Luke, gdy Lili weszła Sarze na ręce
-Tak sądzisz? -Zapytała z małym uśmieszkiem -A więc zostaniemy przyjaciółkami
Powiedziała w stronę kota, szatyn się zaśmiał.
-Chce cię przeprosić za to że tak się wystraszyłaś. Moja ciotka zostawiła sklep otwarty twierdząc że nie miała siły nawet go zamknąć.
-Nie ma sprawy, a ty często tutaj bywasz?
Zapytała głaskając kotkę.
-Tak właściwie to codziennie. Ciocia kłamie że się źle czuje tylko po to aby cały sklep stał na mojej głowie, ale szczerze ci powiem że nie narzekam, ten sklep jest jak mój drugi dom.
-A co z twoimi studiami?
Zapytała zdezorientowana
-Na uczelnie chodzę tyko w środy i piątki, na dwie godziny, wtedy albo sklep jest zamknięty, albo jest w nim ciotka, co nie za często się zdrarzę
Rzucił z uśmiechem, który Sara momentalnie odwzajemniła

 ***

 Madie siedziała znudzona przy stoliku. Otworzyła sobie mały budyń, kiedy chciała już go skosztować przyszedł do niej niespodziewany gość.
-Witaj aniołku
Rzuciła Stella w jej stronę
Madie popatrzyła na nią bezinteresownie
-Jeśli chcesz się pozwierzać, to może później, teraz nie mam na to czasu
Powiedziała z niesmakiem
-Posłuchaj paskudo -Stella usiadła na przeciwko Madie -Jestem ci wdzięczna za to że mnie wczoraj wysłuchałaś, ale nie mam zamiaru się przez ciebie najeść wstydu. Teraz, jakby ktoś się interesował, rozmawiam z tobą tylko z dobroci, tak na prawdę to się wcale nie znamy, i nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy, dotarło?
-Przykro mi ale nie jestem taką kłamczuchą jak ty, nie umiem tak po prostu kłamać.
Wytłumaczyła brunetka
-Ale ty nie masz innego wyboru. Piśniesz chociaż słówko, a normalnie tego pożałujesz, popatrz na siebie, a popatrz na mnie, nie chce żeby ludzie się ze mnie naśmiewali tylko dlatego że się brzydko dzisiaj ubrałaś... a przepraszam, ty się pewnie tak codziennie ubierasz
Powiedziała Stella, z zamiarem odejścia. 
-Tak właściwie, to załapałam ten look od ciebie, wczoraj podajże wyglądałaś nawet gorzej
Dorzuciła Madie, nie spoglądając na Stelle. Brunteka kipiała ze złości.
-Zamknij się jasne, nikt nawet nie uwierzył by takiej taniej dziwaczce jak ty, więc daj już spokój. A i mam nadzieję że budyń smakuje
Odparła, biorąc łyżeczkę z budyniem i ochlapując nim twarz Madie.
Stella lekko się uśmiechnęła, i powoli zmierzała w stronę wyjścia z pomieszczenia, kiedy nagle Madie popchnęła ją. Stella wylądowała na ziemi.

***

-Jesteś pewien że możesz zamknąć ten sklep, tak po prostu? 
Zapytała zdezorientowana Sara
-Tak w końcu nie zamykam go na zawsze. Po prostu dzisiaj będzie nie czynne
Rzucił Luke z małym uśmiechem w stronę Sary.
-A więc co będziemy robić? 
-Chciałbym ci pokazać pewno miejsce, ale na początku muszę wiedzieć czy zechciałabyś zaryzykować by tam ze mną pójść.
Uprzedził brunet
-O ile to nie sala zabójców, to tak czemu nie... To powiedz, co to za tajemnicze miejsce?
Zapytała rozbawiona
-Nie mogę ci powiedzieć.
Powiedział  brunet
-Ech, no to wiesz, chyba nie mam innego wyboru -Brunet popatrzył na nią zdezorientowany -Musze tam z tobą pójść. Ciekawość by mnie prędzej zżarła niż miałabym się nie zgodzić
Powiedziała, co wywołało u bruneta szczery uśmiech.
-No to zapowiada się miły popołudnie, a wujek nie będzie się o ciebie martwił?
-Jakoś to przeboleje
Rzuciła w jego stronę
-To, może opowiesz coś osobie. Co prawda od ciotki wiem że przeprowadziłaś się tutaj ponieważ w poprzednim miasteczku, ludzie nie za bardzo za wami przepadali, ale nadal nie rozumiem dlaczego. Ciocia mówi że to osobiste sprawy, może ty mi w końcu powiesz prawdę?
Zapytał z nadzieją o odpowiedź. Brunetka zwróciła wzrok ku ziemi, momentalnie posmutniała
-Hej, jeśli nie masz ochoty mi tego mówić, lub nie jesteś na to gotowa, rozumiem, po prostu chce żebyś wiedziała, że możesz na mnie liczyć.
Dopowiedział Luke. Brunetka nie umiała wydusić ani słowa. Po prostu milczała, i co chwilę się tylko uśmiechała. Ta cała sprawa z jej ojcem, była nadal taka świeża, brunetka nie umie tak po prostu zapomnieć o bólu związanym z tym zdarzeniem.


***

Siedzę naprzeciwko gabinetu dyrektora i gapię się na jakiś głupi obraz z czasów drugiej wojny światowej. Nie wiem dlaczego ale cały czas myślę tylko o Stelli, tak jakby mi jakoś na niej zależało. Czuję że mimo iż jest totalną zołzą, ma też serce, i cierpi dokładnie tak samo jak ja. Chciałabym jej jakoś pomóc, lecz to nie jest łatwe, nie gdy ktoś tej pomocy nie chce, udaje że jej po prostu nie potrzebuje, a w głębi duszy wręcz nalega o rękę dzięki której ponownie będzie mogła podnieść się na nogi.

-No cześć, co za miłe spotkanie
Rzuciła Callie w stronę Madie
-Co ci się stało?
Zapytała brunetka, widząc ranę na ustach dziewczyny
-Nic wielkiego, po prostu mała bójka. A ty niby czemu w pierwszy dzień już do dyrektora?
-A długo by gadać. Miałam małą sprzeczkę ze Stellą
Wyjaśniła Madie
-Ze Stellą Patison? Widzę że lubisz się popisywać
Zażartowała Callie
-Tak, jest ona na mnie zła bo jej pomogłam. Czy kiedyś do niej dotrze że sposób w jaki się zachowuje jest okropny?
-A czy ja kiedyś w końcu przestanę trafiać do dyra za byle co? Słuchaj to jest liceum, ja jestem tu po to by siedzieć u dyra, a Stella jest tu po to by być jędzą. Taka już magia liceum, każdy jakoś dopełnia to miejsce
Powiedziała Callie, co z lekka rozśmieszyło Madie.
-Callie masz tutaj herbatę, jakbyś źle się poczuła jestem w gabinecie obok. Na dyrektora będziecie musiały jeszcze chwilkę poczekać. 
Powiedziała sekretarka przynosząc Callie kubek herbaty.
-Oczywiście, na pana wszechwiedzącego zawsze trzeba czekać całą wieczność.
Dopowiedziała Callie kiedy kobieta chciała już wyjść
-Mówiłaś coś?
Zapytała sekretarka. 
Callie kiwnęła przecząco głową i zaczęła popijać herbatę.
Kobieta już wyszła, a dziewczyny wybuchnęły śmiechem. 
-Jakby usłyszała co powiedziałaś, miałabyś niezłe kłopoty.
Powiedziała roześmiana Madie.
-To nic wielkiego, a na tego idiotę serio zawsze trzeba czekać. Raz to nawet przesiedziałam tu od rana, aż do końca wszystkich lekcji, za co byłam mu wdzięczna bo w końcu lekcje pominęłam, ale tyłek mnie już pobolewał z tego ciągłego siedzenia.
Rzuciła Callie, Madie szczerze uśmiechnęła się w jej stronę.


***

-Moge już otworzyć oczy?
Zapytała roześmiana Sara
-Zaczekaj... już 
Rzekł Luke. Sara powoli otworzyła oczy, dookoła ujrzała stare i wyniszczone pomieszczenie.
-Nie rozumiem... co to za miejsce?
Zapytała zdezorientowana
-A więc tutaj w przyszłości chce zrobić swoją własną galerię
-Galerię? Nie wiedziałam że interesujesz się fotografią
Powiedziała przyglądając się dokładnie pomieszczeniu.
-No tak, wielu rzeczy jeszcze o sobie nie wiemy. 
Powiedział stając naprzeciwko brunetki
-Ale powiedz, dlaczego akurat mi pokazujesz to miejsce?
Zapytała zdezorientowana
-Po prostu chciałbym wiedzieć co o tym myślisz. Chciałbym usłyszeć od kogoś jakieś słowo motywacji, żeby ktoś mi powiedział że ten pomysł nie jest aż taki zły. Pomyślałem że ty byłabyś do tego świetna. Oczywiście nie każe ci kłamać że to świetny pomysł, po prostu powiedz co myślisz
Rzucił brunet. Sara popatrzyła na niego, po chwili raz jeszcze rozejrzała się po całym pomieszczeniu.
-A więc myślę że... -Zwróciła wzrok na oczy bruneta -to na prawdę świetny pomysł. Jeśli czujesz że to twoja pasja, i serce podpowiada ci że taki krok, będzie krokiem do sukcesu, nie mogę zaprzeczyć. 
-Dziękuję ci, jesteś na prawdę wspaniała
Rzucił brunet szczerze uśmiechając się do Sary.
-Ale wiesz -Dodała powoli -Nie wiem jak wyglądają te twoje zdjęcia, bo jeśli to jest jakieś byle co, nie moge powiedzieć że to nie będzie kompletna klapa
Odparła żartobliwie. 
-Oczywiście. Chodź pokaże ci
Rzucił Luke, łapiąc Sarę za rękę i prowadząc w stronę małego pomieszczenia. Gdy byli w środku, Sara ujrzała piękne zdjęcia rozwieszone wokół całego pomieszczenia.
-To jest... coś niesamowitego. Jesteś prawdziwym artystą. Te zdjęcia mają wielki przekaz, i myślę że masz już nawet klienta który z przyjemnością coś kupi.
-Na prawdę, coś nie moge go wyjrzeć
Powiedział rozbawiony Luke
-To ciekawe bo stoi naprzeciwko ciebie. 
-Hym, całkiem ładny ten mój klient.
Odparł, co rozbawiło Sarę.
 -Wiesz wiele z tych obrazów wyceniłabym nawet za tysiąc dolarów. To na prawdę sporo pieniędzy. 
-Tak, ale przede mną jeszcze kupa roboty przy wyremontowaniu tego miejsca, a przy tym też sporo pieniędzy zniknie, więc to nie jest takie proste jak się wydaje.
-Ale wiesz, możesz liczyć też na mnie. A ja z wielką chęcią mogę dołożyć swoje trzy grosze. 
Powiedziała brunetka spoglądając na Luka
-Nie przesadzaj, nawet nie umiałbym cie o to prosić. 
-Ale nie musisz. A jak spróbujesz odmówić, to się obrażę, więc raczej nie masz tu nic do gadanie. To miejsce będzie wyglądać świetnie, obiecuję ci to
Odparła Sara, szczerze uśmiechając się w stronę Luka.  


***


-Nie wierze że w pierwszy dzień już zaliczyłaś bójkę
Powiedział poddenerwowany Tom
-A ja nie wierze że w pierwszy dzień musiałam iść na piechotę, nawet nie wiesz jak mnie nogi bolą. 
Powiedziała Madie kładąc się na kanapę w salonie
-I co nic mi nie powiesz?
Zapytał oburzony brunet
-Jak chcesz to włączę jakąś kreskówkę, mi to obojętne, ważne żeby kanapa była tylko dla mnie. Masz w końcu jeszcze fotel.
-Chodzi mi o bójkę
Wyjaśnił
-Wujku, a co mam ci powiedzieć? To ona zaczęła ja tylko chciałam to zakończyć, co miałam tak po prostu udać że nic mi nie zrobiła. Z resztą, zobaczysz, jeszcze będzie mnie błagać o wybaczenie. 
Powiedziała z przekonaniem Madie
-No na pewno, przez ciebie prawie wylądowała twarzą na cemencie. 
-Nie o to mi chodzi wujku. A z resztą, i tak nie zrozumiesz...
Powiedziała przełączając kanały w telewizorze.
-Nie zrozumiem, i rozumieć nie chce. 
Powiedział już na koniec udając się w stronę kuchni. Kiedy nagle Sara weszła do domu
-Sara? A gdzie ty się tyle podziewałaś? 
-Przepraszam wujku, ale coś mi wypadło. Przyniosłam parę rzeczy. 
Powiedziała trzymając małą reklamówkę, z zakupami.
-Tylko tyle kupiłaś? Wydawało mi się że miałaś kupić rzeczy na cały tydzień.
-Heh, wujku ciesz się że w ogóle coś kupiła. W tych czasach bieda jest wszędzie
Rzuciła rozbawiona Madie.
-No tak, ale nie u nas. A gdzie reszta pieniędzy?
Zapytał, gdy Sara dała mu tylko marne grosze.
-Wujku przepraszam ale nie mogę ci ich oddać. Tak właściwie to nawet ich nie mam...
-Co?
Zapytał zaskoczony
-To długa historia, nie gniewaj się.
Powiedziała idąc w stronę kuchni.
-Nie no jakbym śmiał się na was gniewać. Ty nie oddajesz mi pieniędzy, Madie ignoruje moje gadanie. Wszystko jest okay. 
Powiedział ironicznie
-Nie martw się. To wszystko sprawia że jesteś najwspanialszym wujkiem na świecie.
Powiedziała z małym uśmieszkiem Madie
-Tak, i co z tego mam?
-Kochające cię siostrzenicy
Dopowiedziała Sara
-I nic więcej?
-To ci musi wystarczyć
Powiedziała rozbawiona
-A szczególnie w tym wieku
Dodała Madie, z czego Sara zaczęła się śmiać.
-A właśnie Madie, jak tam twój pierwszy dzień w szkole?
-Powiedzmy że lepiej być nie mogło.
-To chyba dobrze
Powiedziała siadając na fotelu w pobliżu Madie.
-Nie, jeśli mówiłam ironicznie
-Ach, no to co poszło nie tak?
Zapytała zaciekawiona brunetka
-A długo by gadać
Rzuciła Madie, starając się uniknąć temat
-Twoja siostra wdała się w bójkę
-Co? -Zapytała zdezorientowana -Bójka w pierwszy dzień szkoły? O czym ty myślisz?
Rzuciła poddenerwowana Sara
- Że nie da się nawet spokojnie tutaj po odpoczywać.
Powiedziała oburzona brunetka, biegnąc na górę
-Sama mówiłaś że wstała dzisiaj lewą nogą
Dopowiedział Tom.

***

                                                                   
                                                                   Madie - Selena Gomez
Sara - Lucy Hale

Luke - Ian Harding


Stella - Jana Kramer
                                                             Callie - Maia Mitchell                                                       



1 komentarz:

  1. Wykończona jestem :\
    Rozdział bardzo mnie wciągnął.Najbardziej podoba mi się postać Maddie i Callie.Zauważylam,że więź między Sarą i Lukiem zaczyna się pogłębiać.
    Stella jest inna,na jaką się wydawała.Tom bardzo mnie śmieszy.
    Mam nadzieję,że wyszedł mi sensowny komentarz.
    Wyczekuję następnego rozdziału ;*

    Pozdrawiam,
    Tangled

    OdpowiedzUsuń