sobota, 17 stycznia 2015

Rozdzial 2 - Każdy zły dzień ma posmak dobrego

-Madie, śpisz jeszcze?
Zapytała Sara, lekko uchylając drzwi do pokoju siostry
-Teraz już nie -Powiedziała oburzona -Czego chcesz?
Zapytała unosząc lekko głowę.
-Jest siódma dwadzieścia, zaraz do szkoły
Powiedziała Sara, odchodząc
-No tak... dzisiaj zaczyna się ukochana szkoła
Burknęła pod nosem

***

-Nasza księżniczka już wstała?
Zapytał Tom, gdy Sara wchodziła do kuchni
-Tak, ale chyba lewą nogą. Co jest na śniadanie?
Zapytała zaglądając po szafkach
-Raczej nic. Trzeba będzie pójść do sklepu i coś kupić
-Ja kupie sobie coś w szkole
Rzuciła Madie, przechodząc obok wuja i siostry
-Ja mogę pójśc do sklepu, jeśli chcesz
Zaproponowała Sara, nie zwracając uwagi na Madie
-Dobrze, ale wiesz gdzie jest tutaj sklep?
Zapytał Tom
-Tak, wczoraj widziałam jeden nie daleko.
Odpowiedziała, z małym uśmiechem
-Może mnie już ktoś zawieść do tej głupiej szkoły? Chce już mieć ten dzień za sobą
Powiedziała poddenerwowana Madie.
-Przykro mi kochana, ale z tej racji iż mamy krucho z pieniędzmi będziesz zmuszona pojechać dzisiaj autobusem
Powiedział Tom, co nie za bardzo spodobało się brunetce
-Autobusem?
Zapytała niedowierzając
-Przykro mi...
-Jakby ci serio było przykro to byś zrobił cokolwiek, żebym tylko nie musiała jechać z bandą nieznajomych idiotów autobusem
Rzuciła nakładając buty.
-Ale to tylko przez parę dni
-Dobra nie ważne, przecież to jasne że macie mnie wszyscy daleko gdzieś
Rzuciła na koniec, trzaskając drzwiami.
Tom popatrzył na Sarę, zdezorientowany
-Mówiłam że wstała dziś lewą nogą
Odpowiedziała brunetka, kosztując jabłko

***

Madie szła w stronę przystanku, kiedy nagle przyśpieszyła krok. Autobus którym miała jechać właśnie odjechał
-Cholera!
Krzyknęła sama do siebie.
Szybkim ruchem ręki odgarnęła kosmyk włosa z twarzy, i wyciągnęła telefon z kieszeni, który wskazywał godzinę 7:58
-No pięknie, nie ma to jak spóźnić się w pierwszy dzień szkoły
Powiedziała pod nosem
Po chwili namysłu ruszyła w stronę szkoły

***

-Wujku, to ja już wychodzę do sklepu. Jak coś to wzięłam 100 dolarów, jeśli zostanie  mi się reszta to ci przyniosę. 
Uprzedziła Sara, otwierając drzwi
-Jeśli zostanie ci się reszta? -Zapytał, stając naprzeciwko niej -A co ty będziesz robić jakieś zapasy, że aż tyle pieniędzy masz zamiar wydać?
Zapytał rozbawiony mężczyzna
-Po prostu chcę żeby wystarczyło nam jedzenia do końca tygodnia.
-No dobrze, ale będziesz szła tak na piechotę?
-A mam jakiś wybór, pojechałabym samochodem, ale w końcu jest zepsuty.
Wyjaśniła, kiedy Tom popatrzył na nią podejrzliwie
-Wiesz, mam coś co mogłoby ci się całkiem przydać.
Odpowiedział, kiedy po chwili zaprowadził ją do garażu, w którym stał nowy, czerwony rower
-I jak ci się podoba?
Zapytał siostrzenicę
-Jest świetny, skąd go masz?
Zapytała, przyglądając się u uważnie.
-Byli mieszkańcy domu go tutaj zostawili, tak jak i resztę różnych gratów. Jeśli chcesz to możesz go użyć
Powiedział, kiedy Sara usiadła na rower. 
-A co jeśli go zepsuję
Rzuciła
-Bądź spokojna, może nie załamie się pod twoim ciężarem
Zażartował szatyn
-Ha ha ha, bardzo śmieszne
Powiedziała ironicznie Sara


***

Po ośmiu minutach Madie była już w budnynku
-Już nigdy nie będę tyle chodzić
Burknęła pod nosem
-Też tak mówiłam, jak pierwszy raz szłam na piechotę do szkoły. Przerąbane co nie?
Rzuciła nieznajoma szatynka, do Madie.
-Callie jestem
Przedstawiła się
-Madie
Powiedziała skromnie brunetka
-A więc, Madie, to ty jesteś ta nowa, tak?
Zapytała Callie, na co Madie lekko kiwnęła głową
-Miło poznać. Wiesz jeśli będziesz czegoś potrzebować, to śmiało przychodź do mnie, ale teraz to radziłabym ci iść już na lekcje
Rzuciła odchodząc. 
-Przepraszam
Nagle Madie usłyszała nieznajomy głos za sobą
-To ty jesteś Madie? 
Zapytała wysoka blondynka
-Ta-ak
Odpowiedziała nie pewnie Madie
-Chodź ze mną, zaprowadzę cię na lekcje. 
Powiedziała kobieta, prowadząc Madie, w stronę klasy. 

***

Sara weszła powolnie do sklepu. Zaczęła się dokładnie przyglądać, i patrzeć produkty które mogłyby przydać się w domu. 
-Czy mogłabym kogoś tutaj prosić
Zapytała nie mogąc znaleźć potrzebnego jej produktu, lecz nikt jej nie odpowiedział
Sara rozejrzała się dookoła. Wszędzie panowała podejrzana cisza. Po chwili podeszła pod ladę.
-Przepraszam
Rzuciła, lecz ponownie nikt jej nie odpowiedział
Zdezorientowana, postanowiła wyjść ze sklepu, kiedy nagle usłyszała coś na zapleczu. Postanowiła udać się w stronę zaplecza, z myślą iż ktoś może potrzebować pomocy. Lekko uchyliła drzwi
-Jest tu ktoś?
Zapytała, lecz nie było tam nikogo, tylko jakieś pudełka i bez użyteczne rzeczy. Sara wzięła kilka kroków do tyłu, kiedy nagle poczuła kogoś za sobą. Odwróciła się powolnie
-Sara?
Nagle ujrzała za sobą Luka
-Cześć, nawet nie wiesz jak się cieszę że to ty
Powiedziała, z ulgą
-Ja też się cieszę że cię widzę, co ty tutaj robisz?
Zapytał idąc w stronę zaplecza
-Postanowiłam kupić coś do domu, ale nikogo tu nie było. Później usłyszałam coś podejrzanego na zapleczu i postanowiłam to sprawdzić
Wytłumaczyła
-To pewnie Lili
Wyjaśnił
-Lili?
Zapytała nie do końca rozumiejąc
-Tak, kotka mojej mamy
Powiedział, idąc w jej stronę z szarym nie wielkim kociakiem na rękach.
-Witaj mała -Zwróciła się do zwierzaka -To ty próbowałaś mnie tak przestraszyć
Rzuciła, pieszcząc kotkę.
-Chyba cię polubiła
Stwierdził Luke, gdy Lili weszła Sarze na ręce
-Tak sądzisz? -Zapytała z małym uśmieszkiem -A więc zostaniemy przyjaciółkami
Powiedziała w stronę kota, szatyn się zaśmiał.
-Chce cię przeprosić za to że tak się wystraszyłaś. Moja ciotka zostawiła sklep otwarty twierdząc że nie miała siły nawet go zamknąć.
-Nie ma sprawy, a ty często tutaj bywasz?
Zapytała głaskając kotkę.
-Tak właściwie to codziennie. Ciocia kłamie że się źle czuje tylko po to aby cały sklep stał na mojej głowie, ale szczerze ci powiem że nie narzekam, ten sklep jest jak mój drugi dom.
-A co z twoimi studiami?
Zapytała zdezorientowana
-Na uczelnie chodzę tyko w środy i piątki, na dwie godziny, wtedy albo sklep jest zamknięty, albo jest w nim ciotka, co nie za często się zdrarzę
Rzucił z uśmiechem, który Sara momentalnie odwzajemniła

 ***

 Madie siedziała znudzona przy stoliku. Otworzyła sobie mały budyń, kiedy chciała już go skosztować przyszedł do niej niespodziewany gość.
-Witaj aniołku
Rzuciła Stella w jej stronę
Madie popatrzyła na nią bezinteresownie
-Jeśli chcesz się pozwierzać, to może później, teraz nie mam na to czasu
Powiedziała z niesmakiem
-Posłuchaj paskudo -Stella usiadła na przeciwko Madie -Jestem ci wdzięczna za to że mnie wczoraj wysłuchałaś, ale nie mam zamiaru się przez ciebie najeść wstydu. Teraz, jakby ktoś się interesował, rozmawiam z tobą tylko z dobroci, tak na prawdę to się wcale nie znamy, i nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy, dotarło?
-Przykro mi ale nie jestem taką kłamczuchą jak ty, nie umiem tak po prostu kłamać.
Wytłumaczyła brunetka
-Ale ty nie masz innego wyboru. Piśniesz chociaż słówko, a normalnie tego pożałujesz, popatrz na siebie, a popatrz na mnie, nie chce żeby ludzie się ze mnie naśmiewali tylko dlatego że się brzydko dzisiaj ubrałaś... a przepraszam, ty się pewnie tak codziennie ubierasz
Powiedziała Stella, z zamiarem odejścia. 
-Tak właściwie, to załapałam ten look od ciebie, wczoraj podajże wyglądałaś nawet gorzej
Dorzuciła Madie, nie spoglądając na Stelle. Brunteka kipiała ze złości.
-Zamknij się jasne, nikt nawet nie uwierzył by takiej taniej dziwaczce jak ty, więc daj już spokój. A i mam nadzieję że budyń smakuje
Odparła, biorąc łyżeczkę z budyniem i ochlapując nim twarz Madie.
Stella lekko się uśmiechnęła, i powoli zmierzała w stronę wyjścia z pomieszczenia, kiedy nagle Madie popchnęła ją. Stella wylądowała na ziemi.

***

-Jesteś pewien że możesz zamknąć ten sklep, tak po prostu? 
Zapytała zdezorientowana Sara
-Tak w końcu nie zamykam go na zawsze. Po prostu dzisiaj będzie nie czynne
Rzucił Luke z małym uśmiechem w stronę Sary.
-A więc co będziemy robić? 
-Chciałbym ci pokazać pewno miejsce, ale na początku muszę wiedzieć czy zechciałabyś zaryzykować by tam ze mną pójść.
Uprzedził brunet
-O ile to nie sala zabójców, to tak czemu nie... To powiedz, co to za tajemnicze miejsce?
Zapytała rozbawiona
-Nie mogę ci powiedzieć.
Powiedział  brunet
-Ech, no to wiesz, chyba nie mam innego wyboru -Brunet popatrzył na nią zdezorientowany -Musze tam z tobą pójść. Ciekawość by mnie prędzej zżarła niż miałabym się nie zgodzić
Powiedziała, co wywołało u bruneta szczery uśmiech.
-No to zapowiada się miły popołudnie, a wujek nie będzie się o ciebie martwił?
-Jakoś to przeboleje
Rzuciła w jego stronę
-To, może opowiesz coś osobie. Co prawda od ciotki wiem że przeprowadziłaś się tutaj ponieważ w poprzednim miasteczku, ludzie nie za bardzo za wami przepadali, ale nadal nie rozumiem dlaczego. Ciocia mówi że to osobiste sprawy, może ty mi w końcu powiesz prawdę?
Zapytał z nadzieją o odpowiedź. Brunetka zwróciła wzrok ku ziemi, momentalnie posmutniała
-Hej, jeśli nie masz ochoty mi tego mówić, lub nie jesteś na to gotowa, rozumiem, po prostu chce żebyś wiedziała, że możesz na mnie liczyć.
Dopowiedział Luke. Brunetka nie umiała wydusić ani słowa. Po prostu milczała, i co chwilę się tylko uśmiechała. Ta cała sprawa z jej ojcem, była nadal taka świeża, brunetka nie umie tak po prostu zapomnieć o bólu związanym z tym zdarzeniem.


***

Siedzę naprzeciwko gabinetu dyrektora i gapię się na jakiś głupi obraz z czasów drugiej wojny światowej. Nie wiem dlaczego ale cały czas myślę tylko o Stelli, tak jakby mi jakoś na niej zależało. Czuję że mimo iż jest totalną zołzą, ma też serce, i cierpi dokładnie tak samo jak ja. Chciałabym jej jakoś pomóc, lecz to nie jest łatwe, nie gdy ktoś tej pomocy nie chce, udaje że jej po prostu nie potrzebuje, a w głębi duszy wręcz nalega o rękę dzięki której ponownie będzie mogła podnieść się na nogi.

-No cześć, co za miłe spotkanie
Rzuciła Callie w stronę Madie
-Co ci się stało?
Zapytała brunetka, widząc ranę na ustach dziewczyny
-Nic wielkiego, po prostu mała bójka. A ty niby czemu w pierwszy dzień już do dyrektora?
-A długo by gadać. Miałam małą sprzeczkę ze Stellą
Wyjaśniła Madie
-Ze Stellą Patison? Widzę że lubisz się popisywać
Zażartowała Callie
-Tak, jest ona na mnie zła bo jej pomogłam. Czy kiedyś do niej dotrze że sposób w jaki się zachowuje jest okropny?
-A czy ja kiedyś w końcu przestanę trafiać do dyra za byle co? Słuchaj to jest liceum, ja jestem tu po to by siedzieć u dyra, a Stella jest tu po to by być jędzą. Taka już magia liceum, każdy jakoś dopełnia to miejsce
Powiedziała Callie, co z lekka rozśmieszyło Madie.
-Callie masz tutaj herbatę, jakbyś źle się poczuła jestem w gabinecie obok. Na dyrektora będziecie musiały jeszcze chwilkę poczekać. 
Powiedziała sekretarka przynosząc Callie kubek herbaty.
-Oczywiście, na pana wszechwiedzącego zawsze trzeba czekać całą wieczność.
Dopowiedziała Callie kiedy kobieta chciała już wyjść
-Mówiłaś coś?
Zapytała sekretarka. 
Callie kiwnęła przecząco głową i zaczęła popijać herbatę.
Kobieta już wyszła, a dziewczyny wybuchnęły śmiechem. 
-Jakby usłyszała co powiedziałaś, miałabyś niezłe kłopoty.
Powiedziała roześmiana Madie.
-To nic wielkiego, a na tego idiotę serio zawsze trzeba czekać. Raz to nawet przesiedziałam tu od rana, aż do końca wszystkich lekcji, za co byłam mu wdzięczna bo w końcu lekcje pominęłam, ale tyłek mnie już pobolewał z tego ciągłego siedzenia.
Rzuciła Callie, Madie szczerze uśmiechnęła się w jej stronę.


***

-Moge już otworzyć oczy?
Zapytała roześmiana Sara
-Zaczekaj... już 
Rzekł Luke. Sara powoli otworzyła oczy, dookoła ujrzała stare i wyniszczone pomieszczenie.
-Nie rozumiem... co to za miejsce?
Zapytała zdezorientowana
-A więc tutaj w przyszłości chce zrobić swoją własną galerię
-Galerię? Nie wiedziałam że interesujesz się fotografią
Powiedziała przyglądając się dokładnie pomieszczeniu.
-No tak, wielu rzeczy jeszcze o sobie nie wiemy. 
Powiedział stając naprzeciwko brunetki
-Ale powiedz, dlaczego akurat mi pokazujesz to miejsce?
Zapytała zdezorientowana
-Po prostu chciałbym wiedzieć co o tym myślisz. Chciałbym usłyszeć od kogoś jakieś słowo motywacji, żeby ktoś mi powiedział że ten pomysł nie jest aż taki zły. Pomyślałem że ty byłabyś do tego świetna. Oczywiście nie każe ci kłamać że to świetny pomysł, po prostu powiedz co myślisz
Rzucił brunet. Sara popatrzyła na niego, po chwili raz jeszcze rozejrzała się po całym pomieszczeniu.
-A więc myślę że... -Zwróciła wzrok na oczy bruneta -to na prawdę świetny pomysł. Jeśli czujesz że to twoja pasja, i serce podpowiada ci że taki krok, będzie krokiem do sukcesu, nie mogę zaprzeczyć. 
-Dziękuję ci, jesteś na prawdę wspaniała
Rzucił brunet szczerze uśmiechając się do Sary.
-Ale wiesz -Dodała powoli -Nie wiem jak wyglądają te twoje zdjęcia, bo jeśli to jest jakieś byle co, nie moge powiedzieć że to nie będzie kompletna klapa
Odparła żartobliwie. 
-Oczywiście. Chodź pokaże ci
Rzucił Luke, łapiąc Sarę za rękę i prowadząc w stronę małego pomieszczenia. Gdy byli w środku, Sara ujrzała piękne zdjęcia rozwieszone wokół całego pomieszczenia.
-To jest... coś niesamowitego. Jesteś prawdziwym artystą. Te zdjęcia mają wielki przekaz, i myślę że masz już nawet klienta który z przyjemnością coś kupi.
-Na prawdę, coś nie moge go wyjrzeć
Powiedział rozbawiony Luke
-To ciekawe bo stoi naprzeciwko ciebie. 
-Hym, całkiem ładny ten mój klient.
Odparł, co rozbawiło Sarę.
 -Wiesz wiele z tych obrazów wyceniłabym nawet za tysiąc dolarów. To na prawdę sporo pieniędzy. 
-Tak, ale przede mną jeszcze kupa roboty przy wyremontowaniu tego miejsca, a przy tym też sporo pieniędzy zniknie, więc to nie jest takie proste jak się wydaje.
-Ale wiesz, możesz liczyć też na mnie. A ja z wielką chęcią mogę dołożyć swoje trzy grosze. 
Powiedziała brunetka spoglądając na Luka
-Nie przesadzaj, nawet nie umiałbym cie o to prosić. 
-Ale nie musisz. A jak spróbujesz odmówić, to się obrażę, więc raczej nie masz tu nic do gadanie. To miejsce będzie wyglądać świetnie, obiecuję ci to
Odparła Sara, szczerze uśmiechając się w stronę Luka.  


***


-Nie wierze że w pierwszy dzień już zaliczyłaś bójkę
Powiedział poddenerwowany Tom
-A ja nie wierze że w pierwszy dzień musiałam iść na piechotę, nawet nie wiesz jak mnie nogi bolą. 
Powiedziała Madie kładąc się na kanapę w salonie
-I co nic mi nie powiesz?
Zapytał oburzony brunet
-Jak chcesz to włączę jakąś kreskówkę, mi to obojętne, ważne żeby kanapa była tylko dla mnie. Masz w końcu jeszcze fotel.
-Chodzi mi o bójkę
Wyjaśnił
-Wujku, a co mam ci powiedzieć? To ona zaczęła ja tylko chciałam to zakończyć, co miałam tak po prostu udać że nic mi nie zrobiła. Z resztą, zobaczysz, jeszcze będzie mnie błagać o wybaczenie. 
Powiedziała z przekonaniem Madie
-No na pewno, przez ciebie prawie wylądowała twarzą na cemencie. 
-Nie o to mi chodzi wujku. A z resztą, i tak nie zrozumiesz...
Powiedziała przełączając kanały w telewizorze.
-Nie zrozumiem, i rozumieć nie chce. 
Powiedział już na koniec udając się w stronę kuchni. Kiedy nagle Sara weszła do domu
-Sara? A gdzie ty się tyle podziewałaś? 
-Przepraszam wujku, ale coś mi wypadło. Przyniosłam parę rzeczy. 
Powiedziała trzymając małą reklamówkę, z zakupami.
-Tylko tyle kupiłaś? Wydawało mi się że miałaś kupić rzeczy na cały tydzień.
-Heh, wujku ciesz się że w ogóle coś kupiła. W tych czasach bieda jest wszędzie
Rzuciła rozbawiona Madie.
-No tak, ale nie u nas. A gdzie reszta pieniędzy?
Zapytał, gdy Sara dała mu tylko marne grosze.
-Wujku przepraszam ale nie mogę ci ich oddać. Tak właściwie to nawet ich nie mam...
-Co?
Zapytał zaskoczony
-To długa historia, nie gniewaj się.
Powiedziała idąc w stronę kuchni.
-Nie no jakbym śmiał się na was gniewać. Ty nie oddajesz mi pieniędzy, Madie ignoruje moje gadanie. Wszystko jest okay. 
Powiedział ironicznie
-Nie martw się. To wszystko sprawia że jesteś najwspanialszym wujkiem na świecie.
Powiedziała z małym uśmieszkiem Madie
-Tak, i co z tego mam?
-Kochające cię siostrzenicy
Dopowiedziała Sara
-I nic więcej?
-To ci musi wystarczyć
Powiedziała rozbawiona
-A szczególnie w tym wieku
Dodała Madie, z czego Sara zaczęła się śmiać.
-A właśnie Madie, jak tam twój pierwszy dzień w szkole?
-Powiedzmy że lepiej być nie mogło.
-To chyba dobrze
Powiedziała siadając na fotelu w pobliżu Madie.
-Nie, jeśli mówiłam ironicznie
-Ach, no to co poszło nie tak?
Zapytała zaciekawiona brunetka
-A długo by gadać
Rzuciła Madie, starając się uniknąć temat
-Twoja siostra wdała się w bójkę
-Co? -Zapytała zdezorientowana -Bójka w pierwszy dzień szkoły? O czym ty myślisz?
Rzuciła poddenerwowana Sara
- Że nie da się nawet spokojnie tutaj po odpoczywać.
Powiedziała oburzona brunetka, biegnąc na górę
-Sama mówiłaś że wstała dzisiaj lewą nogą
Dopowiedział Tom.

***

                                                                   
                                                                   Madie - Selena Gomez
Sara - Lucy Hale

Luke - Ian Harding


Stella - Jana Kramer
                                                             Callie - Maia Mitchell                                                       



wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 1 - Początek

Jedziemy...
Jedziemy tak przez 5 dobrych godzin, z nadzieją o zapomnienie.
Jedziemy z nadzieją o przepędzenie bólu, który często powraca z podwojoną siłą.

Uciekamy...
Uciekamy od piekła które kiedyś było naszym niebem.
Uciekamy od wrogów którzy kiedyś byli naszymi przyjaciółmi.

Wiemy...
Wiemy że w życiu są dwie drogi; Droga ucieczki i droga walki.
My wybraliśmy tą pierwszą, która z pozoru łatwiejsza, staje się być najtrudniejszą.

-Co tam bazgrzesz?
Rzuciła Sara odwracając się w stronę siostry
-Nic dla ciebie, więc nie masz co się pytać.
Odpowiedziała wkurzona Madie.
-Nie martw się, jeszcze tylko kilka minut i będziemy w nowym domu, nie musisz się tak denerwować
Odpowiedziała spokojnie Sara, patrząc przed siebie.
-No tak, nowy dom, nowe życie. Znam już tą historię, tylko szkoda że nie chcę być jej częścią. Dlaczego nie mogliście mnie zostawić w Medisson? Tam wychowywałam się od małego, i miałam tam prawdziwych przyjaciół, a tu... tylko jakieś wytapetowane lale i nic więcej.
Powiedziała oburzona brunetka.
-Dobrze wiesz że nie mieliśmy innego wyboru.
Odpowiedział wujek nastolatki, Tom.
-A ci twoi przyjaciele widzą teraz w tobie tylko córkę mordercy, nic więcej.
Odpowiedziała poddenerwowana brunetka.
-Sara!
-Nie martw się wujku, ona wmawia sobie tak tylko dlatego, że to właśnie była przyczyna jej zerwania z Mattem. A prawda jest taka że szukał on tylko wymówki żeby nie być w związku z taką małpą jak ty!
Rzuciła Madie, co sprowokowało Sarę. Dziewczyna szybko odpięła pas i odwracając się na tył samochodu, rzuciła się na siostrę. Tom z piskiem opon zatrzymał samochód, i jak najprędzej próbował rozdzielić walczące nastolatki.
-Dziewczyny spokój! -Krzykną, kiedy po chwili, Sara usiadła na swoje miejsce, a Madie skierowała wzrok ku szybie -Nie mogę uwierzyć, w to jak się zachowujecie. Jeszcze w trakcie jazdy! Czy to kiedyś się skończy?
-Nie jeśli Sara będzie nadal taką małpą
Odpowiedziała Madie, zwracając wzrok na siostrę
-Dość! Nie zniosę takiego zachowania! Mama nie była by z ciebie dumna
Rzucił w stronę brunetki.
-Tyle że ona już nie żyje! A takie gadanie mnie tylko wkurzy, i nic więcej
Powiedziała na koniec Madie.
Brunetka oparła się o szybę, i przyglądała się uważnie każdemu domu który mijali.
Resztę drogi spędzili w ciszy
"Świat jest dziwną zagadką której nie umiem rozszyfrować. W jednej chwili dzieje się tak wiele. Jedni płaczą, jedni się śmieją. Jedni są źli, jedni weseli. Jedni są mną, jedni są tobą.
Moje marzenie... moje marzenie jest czymś wyjątkowym. Czymś co odmieni wszystko... Złość zmieni w miłość, smutek w radość, a pech w szczęście... twoje szczęście. 
Szkoda że to tylko złudzenie... taka mała chwila zapomnienia, która za chwilę gaśnie, razem z twoimi wszystkimi marzeniami. Z wielką chęcią dodam ją do kolekcji, umieszczę ją, zaraz za szczęściem, na które czekam już od wielu lat."

***
-No dobrze, na całe szczęście jakoś dojechaliśmy.
Rzucił Tom, wypakowując walizki z bagażnika.
-Całkiem niezłe to mieszkanie... a ty co o nim myślisz Madie?
Zapytała Sara gdy Madie wysiadała z samochodu
-Jest ohydny
Odparła idąc w jego stronę.
Sara przewróciła oczami, i podeszła do wujka, z zamiarem pomocy. 
-Wujku, nie wiem już co mam z nią zrobić.
-To jest dla niej trudny okres, musimy pogodzić się z jej zachowaniem, jestem pewien że wkrótce jej przejdzie.
-Tak myślisz?
Zapytała z nadzieją
-Oczywiście
-Żebyś tylko miał racje, brakuje mi już mojej młodszej siostrzyczki.
Odparła biorąc swoje walizki.
-Kiedyś w końcu będzie musiała się z tym uporać
Rzucił Tom, w drodze do domu.
-A co jeśli to ja przerośnie? Jeśli pewnego dnia tak po prostu się podda i zrobi coś głupiego
-Za bardzo dramatyzujesz. Wszystko będzie okay.
Odpowiedział gdy byli już wewnątrz
Sara odłożyła walizki na bok, kiedy nagle oboje usłyszeli głośną muzykę, dochodzącą z góry.
-Pójdę sprawdzić co z Madie
Odparła, szybkim krokiem kierując się na parter domu.
Dokładnie się wszystkiemu przyglądała, z każdą chwilą powiększał jej się uśmiech. Nagle zobaczyła drzwi z napisem "Nie wchodzić", z którego dobiegała głośna muzyka.
-Madie, jesteś tam?
Zapytała, ale nikt jej nie odpowiedział, po chwili zdecydowała wejść do środka.
Pokój wyglądał bardzo ładnie, miał on blady kolor niebieskiego, małe biurko, szafę, i kilka półeczek. A no i łóżko, na którym już wylegiwała się Madie.
-Masz zamiar mi coś powiedzieć?
Zapytała starsza siostra, siadając na łóżku obok brunetki. 
-Czytać nie umiesz? Wyraźnie na drzwiach napisałam "Nie wchodzić". Boże, wujek koniecznie będzie musiał zamontować tu jakiś zamek. Chociaż pukaj, to będzie mój znak żeby wiedzieć kiedy się schować.
Odpowiedziała przeglądając cos w komórce
-Nie rozumiem dlaczego taka jesteś
Rzuciła Sara. Madie, nadal na nią nie spoglądała, czytała tylko jakieś smsy na telefonie, i bezczelnie się uśmiechała. Sara pod wpływem emocji wydarła siostrze telefon.
-Oddawaj to!
Krzyknęła oburzona Madie.
-Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie - Dlaczego tak bardzo mnie nienawidzisz?
Brunetka wywróciła oczami.
-Na prawdę chcesz wiedzieć? -Sara lekko kiwnęła głową - Prawda jest taka, że jakbym mogła, zrobiłabym wszystko żeby to ciebie zamordował Ojciec, zamiast mamy. Zadowolona teraz?
Rzuciła, wydzierając Sarze skutecznie telefon.
Brunetka nie wiedziała co powiedzieć. 
Popatrzyła na nią, starając się powstrzymać łzy. Po chwili skierowała wzrok ku ziemi, i powoli wyszła z pomieszczenia.


~Następnego ranka~
"Puk, puk, puk"
Pukanie rozchodziło się po pomieszczeniu.
-Już otwieram
Odparł Tom, idąc w stronę drzwi, które po chwili otworzył.
-O, dzień dobry.
Odpowiedział nieznajomy szatyn
-Witam. Ty jesteś... no jak ci tam...
-Luke. Moja ciotka kazała sprawdzić czy nic panu nie brakuje. No wie pan, boi się przyjść osobiście, bo w każdej chwili może palnąć jakąś głupotę.
Zaśmiał się szatyn.
-Tak... czyli twierdzisz że jest ona teraz w domu?
Zapytał Tom.
-Jest, jest. Jak zgaduję to nawet Pana wyczekuje.
-To wiesz, ty może...
-Cześć wujku, co jest na śniadanie
Rzuciła Sara, wchodząc do kuchni.
-Dobrze się składa że jesteś kochana. Chciałbym ci kogoś przestawić -Sara wolnym krokiem podeszła pod drzwi -To jest Luke
-Cześć
Odparł skromnie nieznajomy
Brunetka rozszerzyła oczy, i szybko pociągnęła wujka do siebie
-Wujku, co ty wyprawiasz? Jestem w samej pidżamie, dopiero co wstałam, zaraz umrę z głodu, a ty mnie tu jakiemuś facetowi przedstawiasz?
-No tak. -Rzucił do siostrzenicy -Dobrze, to ja już wam nie będę przeszkadzał.
Powiedział, i wyszedł w pośpiechu.
Luke wszedł do środka.

Wpatrywałam się tak w niego przez kilka sekund. Próbowałam udać obojętność, lecz przy nim się nie dało. Czułam się zahipnotyzowana głębią jego piwnych oczu. Jego uśmiech przyprawiał mnie o dreszcze, które nachodziły mnie co kilka sekund. Za każdym razem gdy chciałam coś powiedzieć, czułam że nie mogę... to grzech przerwać tą ciszę, dzięki której jestem w stanie zapomnieć o wszystkich moich problemach. Tymczasem on popatrzył na mnie zabawnie, i delikatnym i melodyjnym głosem zapytał czy wszystko w porządku. Nie wiedziała co odpowiedzieć więc po prostu się uśmiechnęłam i lekko kiwnęłam głową, co wywołało u niego szczery uśmiech.




-Nadal jesteś głodna?
Nagle tak jakby cała magia prysnęła.
-Co?
Zapytała zdezorientowana
-Zapytałem czy jesteś głodna
-No-o tak. -Wydukała - Nawet nie wiesz jak bardzo
Rzuciła, bardziej swobodnie, szukając płatków w szafce obok.
-Jeśli chcesz to możemy skoczyć na gofry. Tu niedaleko jest całkiem dobra knajpka w której podają
Zaproponował przez co jej uśmiech powiększył się dwu krotnie.  
-Chętnie, ale... niestety nie mogę. -Brunetka momentalnie posmutniała- Moja siostra nie może zostać sama w domu. Bała by się
Powiedziała w trosce o Madie.
-Nie masz co się martwić, mają tam też zestawy dla dzieci
Rzucił śmiało,
-Taaa, nie do końca o to mi chodziło. Posłuchaj może innym razem, okay?
Zapytała z nadzieją iż ten jej nie znielubi.
-Okay
Odpowiedział, tak jak gdyby nigdy nic
-To spoko... -Dodała. Po czym zaczęła kontynuować robić sobie śniadanie -A ty gdzie mieszkasz?
-Wiesz, całkiem blisko. Tak się składa że jestem twoim sąsiadem.
 Rzucił siadając przy stoliku nieopodal.
-Serio? Nie sądziłam że wujek zapoznał się już z sąsiadami.
-To przez moją ciotkę. Jak tylko twój wujek przyjechał by obejrzeć mieszkanie, ona oprowadziła go po okolicy, i namówiła do kupna.
Wytłumaczył
-No i już mam dług u sąsiadów
Zaśmiała się Sara, kiedy nagle do domu wszedł Tom.
-Już jestem. Sara może zawołasz też Madie na śniadanie?
Zaproponował mężczyzna, siadając przy stoliku.
-Masz rację, zaraz wracam
Odpowiedziała idąc w stronę schodów
-Ty nie jesteś głodny?
Zapytał wujek nastolatki.
-Nie, nie dziękuję.
Odpowiedział Luke.
-Madie śniadanie! -Krzyknęła Sara, po czym ponownie wróciła do kuchni. -Zaraz powinna przyjść
Wyjaśniła.


-Dlaczego!?! Dlaczego mi to robisz?
Krzyknęła cała zapłakana
-Ty nic nie rozumiesz, po prostu tu podejdź i będzie po wszystkim
Odpowiedział, zbliżając się w jej kierunku z bronią
-I co, zabijesz mnie tak jak mamę i Tobiego?
Zapytała, nie kontrolując płaczu
-Po prostu tu podejdź
-Nie!
Krzyknęła próbując uciec, kiedy nagle po całym osiedlu rozległ się dźwięk wystrzeliwanej broni. Kula przebiła się przez brzuch dziewczyny zatrzymując się w środku. Z pozoru martwa, lecz cudem przeżyła...

-Madie śniadanie!
Krzyknęła siostra brunetki
 selena gomez animated GIF
Dziewczyna ponowny raz uroniła kilka łez.
Wtulając twarz w poduszkę, popłakiwała.
Po chwili odłożyła rzecz, i wzięła głęboki oddech.
Przeniosła się do pozycji siedzącej i zaczęła przyglądać się zdjęciu leżącym na jej biurku. Była na nim szczęśliwa rodzina - Mama trzymająca małego chłopca wraz z tatą opatulującym ich ręką i dwie szczęśliwe siostry obok. Tak, to kiedyś była jej rodzina...
Brunetka przetarła oczy, i bez chwili zastanowienia wzięła swój plecak i szybko wyszła z pokoju. Zeszła po cichu po schodach, i starając się aby nikt jej nie usłyszał wymknęła się z domu.

-A ty co studiujesz Luke?
Zapytał Tom, zajadając się kanapką
-Ja studiują astronomię
Wyjaśnił szatyn
-Astronomię? No widzisz Saro, powinnaś wziąć przykład z Luka
Brunetka się zaśmiała
-Widzisz wuju, jak już ci wspominałam nie mam zamiaru studiować. Chwilowo zbyt wiele w mim życiu się dzieje
Wytłumaczyła, popijając sok pomarańczowy. Wuj popatrzył na nią z niesmakiem
-Madie jakoś musi chodzić do collage'u.
-Ale do collage'u można chodzić tylko w jej wieku, a studia można zacząć kiedy się chce
Odpowiedziała spoglądając kontem oka na Luka
-Dobrze, przyznam ci rację... a właśnie, gdzie jest Madie?
Zapytał, zauważając długiej nieobecności siostrzenicy
-Pewnie znowu się obraziła, pójdę sprawdzić co z nią.
Rzuciła Sara, odchodząc do stołu.


Śmiech małego chłopca roznosił się po całym domu.
-No dobrze, a teraz twoja kolej Madie
Powiedziała matka nastolatki. Brunetka z małym uśmiechem chwyciła swój prezent, i z wielką fantazją zabrała się za rozpakowywanie
-Liczę na to że ci się spodoba
Dopowiedziała Sara.
Po chwili Madie wyciągnęła z małego pudełeczka piękną bursztynową bransoletkę.
-O mój boże! Tak bardzo ci dziękuję
Powiedziała zachwycona momentalnie przytulając siostrę. 
-No popaczcie kto tu idzie -Rzuciła roześmiana kobieta wskazując małego chłopca stawiającego pierwsze kroczki. -Uważaj tylko żeby się nie przewrócił
Dopowiedziała brunetka.
-Nie martw się, wszystko mam już opanowane
Rzucił tato dziecka
Nagle mały przypadkowo upadł, lecz ku zdziwieniu zamiast płakać zaczął głośno się śmiać. Wszyscy momentalnie dołączyli do niego.

-Wujku nie ma jej!
Krzyknęła roztrzęsiona Sara do kuchni. Tom momentalnie wstał
-Ale jak to jej nie ma?
Zapytał zdezorientowany
-Chyba uciekła
Powiedziała ze łzami w oczach brunetka.

***
Idę...
Idę przed siebie, szukając szczęścia... nadziei. 
Szukam...
Szukam prawdziwego życia, które ma sens
Szukam miłości, która doprowadzi do szczęścia łez.
Tęsknię...
Tęsknię za dawną sobą
Tęsknię za życiem które kiedyś kochałam.
Żyję...
Żyję z nadzieją że jest po co.
Że warto
Nagle brunetka usłyszała cichy płacz dochodzący z uliczki nieopodal.
Na początku chciała zignorować i pójść dalej, lecz po chwili zdecydowała że sprawdzi co się stało. Weszła do ciemnej i długiej uliczki. Wszędzie walały się śmieci, i śmierdziało tam alkoholem. Kiedy Madie chciała już iść, zauważyła obok siedzącą dziewczynę. Miała ona siniaki, i płakała. Madie wzięła głęboki oddech, i podeszła do dziewczyny.
-Hej, czy wszystko w porządku?
Zapytała schylając się do brunetki
-A co cię to obchodzi?
Zapytała zapłakana nieznajoma.
-Tak właściwie, to nic, ale pomyślałam że lepiej się poczujesz jeśli powiesz mi co cię gryzie. To czasem pomaga. Ale jeśli nie chcesz... -brunetka wzięła kilka kroków do tyłu - to nie będę ci przeszkadzać 
Odpowiedziała, odchodząc powoli
-Zaczekaj -Rzuciła nieznajoma. Madie zatrzymała się -To nie jest taki zły pomysł
Powiedziała przecierając nos.
Madie lekko się uśmiechnęła, i podeszła pod brunetkę, po czym usiadła obok niej.
-To powiedz, co leży ci na sercu?
-Chodzi o to że jestem dziewczyną sukcesu. Mam wszystko co zechcę, jestem w końcu cudowną modelką, tyle że nikt nie ma pojęcia jak wysoką cenę płacę za to wszystko... To jest na prawdę bardzo ciężkie. Przez to wszystko nawet uzależniłam się od głupich pigułek -Rzuciła, co z lekka przestraszyło Madie -Wiem, pewnie teraz myślisz że jestem jakąś wariatką. Ale sama byś tak robiła, gdybyś tak bardzo zależało ci na tej pracy
-To dlaczego z tym nie skończysz, skoro to cię zabija? -Zapytała Madie. Brunetka się zaśmiała -Rozumiem że jest to dla ciebie ważne, ale jesteś taka piękna. Nie musisz być głupią modelką żeby to udowodnić
-Ty nic nie rozumiesz... to całe moje życie! Gdy robią mi zdjęcia, czy jestem na wybiegu, czuję się taka szczęśliwa. Tego nikt, ani nic nie jest w stanie zastąpić, to coś bez czego nie da się żyć
Wyjaśniła, Madie nie za bardzo wiedziała co powiedzieć
-Posłuchaj, mój tato kiedyś też uzależnił się od pigułek, i nie było z nim za dobrze. W końcu przeszedł na narkotyki, a kiedy chcieliśmy mu pomóc, on zabił moją mamę i brata. To jest naprawdę nie bezpieczne. Lepiej z tym skończ puki możesz, bo później będziesz żałować.
Powiedziała już na koniec, odchodząc
-Hej -Madie się odwróciła -Dziękuję
Odpowiedziała nieznajoma, z małym uśmiechem.
-Nie ma za co.
Rzuciła Madie, odchodząc.


***
-I co mamy teraz zrobić? -Zapytała spanikowana Sara -Może zadzwonimy po policję
-Prawo wskazuje że trzeba odczekać przynajmniej 24 godziny. Może po prostu za bardzo dramatyzujemy. Przecież znasz Madie, ona zaraz wróci.
Wyjaśnił spokojnie Tom.
-A skąd możesz wiedzieć? Tydzień po tym jak zamknęli tatę, też uciekła i nie było jej przez prawie pięć dni, a teraz jeszcze jest w nowym mieście. Nie wiemy co może jej strzelić do głowy.
Powiedziała przestraszona
-Ciocia powiedziała że ją widziała
Rzucił zdyszany Luke
-Widziała ją? Gdzie?
Zapytała Sara, z nadzieją.
-Widziała jak idzie w stronę miasta, ale
-Dobrze, to ja szybko tam pobiegnę, a wy zostańcie tutaj na wypadek gdyby wróciła
Powiedziała, szybko biegnąć przed siebie
-ale moja babcia nawet nie wie jak Madie wygląda. Powiedziała tylko że widziała jakąś nieznajomą jej dziewczynę.
-No nic, teraz pozostaje nam tylko czekać
Rzekł Tom, idąc w stronę salonu.
***
 Brunetka błąkała się po mieście przerażona. Ludzie których mijała wydawali się pełni nienawiści i zła. Madie przyśpieszyła krok w stronę pobliskiego parku, nie chciała wracać do domu, choć wiedziała że nie da sobie rady sama. Usiadła na małej ławeczce naprzeciwko rzeki. Wsłuchiwała się w pieśń wiatru, i melodię morza. W takich chwilach, marzy jej się tylko jakiś przyjaciel, osoba która mogłaby odpędzić ją od tej samotności.
-Zajęte?
Nagle, Madie usłyszała za sobą nieznajomy głos. Obróciła się i ujrzała wysokiego blondyna o błękitnych oczach.
-Jeśli tak bardzo zależy ci na tym miejscu to możesz usiąść.
Rzuciła zwracając wzrok ku rzece.
Blondyn zaśmiał się, i usiadł obok Madie
-Tak właściwie, to nie o miejsce mi chodzi. Tu chodzi o dziewczynę z którą mam je dzielić
Odparł. Brunetka spojrzała na niego kontem oka.
-Nie wiem po co się w ogóle wysilasz
Powiedziała mała zainteresowana.
-Masz racje, może i powinienem sobie pójść i dać ci spokój, ale nie zrobię tego. Dam ci przysługę i pozwolę ci powiedzieć co tak bardzo cię gryzie.
-A dlaczego niby miałabym to zrobić?
Zapytała z niesmakiem  
-Po prostu pomyślałem że lepiej się poczujesz jeśli powiesz mi co się gryzie. To czasem pomaga.
Odpowiedział z podejrzliwym uśmiechem.
Brunetka nagle uświadomiła sobie, że te same słowa które wypowiedział blondyn, powiedziała ona do nieznajomej w ciemnej uliczce.
Madie momentalnie wstała.
-Śledzisz mnie?
Blondyn również wstał
-Oczywiście że nie. Ta dziewczyna z którą dzisiaj rozmawiałaś to była moja siostra. Jestem ci bardzo wdzięczny, za to jak jej pomogłaś.
-Nie rozumiem... rozmawiała z tobą o tym?
Zapytała zdezorientowana, blondyn usiadł ponownie na ławkę.
-Nie zupełnie... Dowiedziałem się od jej koleżanki że nie było jej przez całą noc, i połowę dnia, więc zacząłem ją szukać. Akurat tak się złożyło że gdy ją znalazłem rozmawiała z tobą. Jestem ci na prawdę bardzo wdzięczny za to co jej powiedziałaś. Jeszcze z nikim tak szczerze nie rozmawiała, i do tego jeszcze do końca wysłuchała. Jestem twoim dłużnikiem.
Wytłumaczył blondyn.
Madie powoli usiadła.
-Nie masz mi za co dziękować. Zrobiłam co miałam zrobić żeby zabić trochę czasu. A tak w ogóle, to jestem Madie.
-Ja jestem Alfie
Dopowiedział blondyn.
-Alfie, serio? To.. całkiem niezłe imię.
Rzuciła z małym uśmiechem
-Dzięki
-Czyli twoja siostra z tobą nie mieszka?
-Nie, wyprowadziła się około pół roku temu.
Wyjaśnił.
-Dlaczego? Aż tak zmienił ja ten cały modeling?
-Najwidoczniej tak. Zaczęła kompletnie świrować, za każdym razem gdy moja mama próbowała jej wytłumaczyć że to dość niebezpiecznie, ona się wkurzała, i wszystkie rozmowy między nimi zazwyczaj kończyły się kłótniami. Aż w końcu przestały ze sobą rozmawiać, i Stella się wyprowadziła
-To musiało być ciężkie dla twojej mamy
Dodała Madie
-Nie tylko dla niej. Zawsze mam nadzieje że w końcu kiedyś wróci, i będzie tak jak dawniej. Może i nie przepadaliśmy za sobą zbytnio w dzieciństwie, ale to co dzieje się teraz jest jeszcze gorsze.
-A nie pomyślałeś że może trzeba dać jej trochę czasu?
-Czekam już pół roku... jestem w stanie czekać nawet i całą wieczność ale to nie zmieni faktu że cholernie mi jej brakuje. To w końcu moja siostra, ona jest dla mnie najważniejsza.
Powiedział ze łzami w oczach. Nagle cała ta sytuacja zaczęła wydawać się Madie bardzo podobna do jej sytuacji z siostrą. One również nie mogę znaleźć porozumienia, a to wszystko przez nią. Przez Madie która cały czas odpycha siostrę. W pewnym momencie wszystko dotarło do brunetki. Wiedziała że nie może zwlekać dłużej, musi wrócić już do domu.
-Posłuchaj Alfie. Jestem pewna że twoja siostra również za tobą bardzo tęskni. Może i jeszcze tego nie widzi, ale w końcu zrozumie że bardzo cię kocha. Zaufaj mi, wszystko się jakoś ułoży.
-Dziękuję
Odpowiedział z uśmiechem
-To ja tobie dziękuję. Teraz muszę już iść... siostra na mnie czeka.
Dopowiedziała wstając z ławki.


***
-I co?
Zapytał Tom, w stronę biegnącej siostrzenicy
-Nie ma jej nigdzie. Co prawda nie byłam wszędzie, ale ja po prostu czuję że ona się nie znajdzie. Wujku i co my teraz zrobimy?
Zapytała roztrzęsiona Sara. Tom po chwili ja przytulił
-Obiecuję ci że się znajdzie
Odpowiedział, całując ją w czoło.
-Przepraszam, czy mogłabym zrobić zdjęcie. Takich rzeczy, jak nieznośny wujek i głupiutka siostra przytulających się nie widzi się na co dzień.
Rzuciła Madie, stając naprzeciwko obojga.
-Madie!
Krzyknęła brunetka, przytulając siostrę  
-Dobra już weź tak nie przesadzaj. Zrobiłam ci coś że próbujesz mnie udusić?
Zaśmiała się Madie. Sara momentalnie odeszła od siostry
-Wybacz -Rzuciła cicho -Gdzie byłaś?
Dopytywała się brunetka
-Poszłam się przewietrzyć -mówiła, idąc w stronę domu. -Stresuję się trochę jutrzejszym dniem w szkole to tyle.
Rzuciła, z małym uśmiechem.
-Ciesze się że nic ci nie jest
-Taa, zabrałam ci najlepszy pokój z przed nosa, i mam wierzyć że się cieszysz że wróciłam?
Zażartowała Madie
-Przecież wiesz że tak nie jest
-No tak. I za to cię przepraszam -Brunetka zatrzymała się przy wejściu do domu -Ostatnio byłam trochę dla ciebie nie miła, a wiem jak ciężka jest dla ciebie ta sytuacja, więc wiedz że bardzo mi przykro.
Powiedziała, spoglądając tu na Sarę, tu na podłogę.
-Nic nie szkodzi. Chociaż przyznam, czasami mogłabyś pożądnie ugryźć się w język.
Dopowiedziała z małym uśmieszkiem, który Madie od razu odwzajemniła.


***

 Życie jest kruche i ciężkie, dlatego warto czasem docenić, dobro którym cię obdarzyło. Powiedzieć bliskim jak bardzo sie ich kocha, wyznać miłość ukochanemu i pospędzać troche czasu ze swoją siostrą. 

-Przyniosłam ci herbatę
Rzuciła Sara w stronę siostry, która siedziała skulona ze swoim zeszytem na parapecie.
-Dzięki   
Odpowiedziała Madie.
-Wszystko w porządku?
Zapytała Sara, widząc zasmuconą siostrę.
-Tak, po prostu... spotkałam dziś pewnego chłopaka, i zastanawiam się czy poradził on sobie z pewnym problemem.
Rzuciła
-A jaki miał problem?
Zapytała Sara, Madie popatrzyła na nią kontem oka
-Osoba na której bardzo mu zależy, nie chce go znać. Wiesz... może i jestem dla ciebie często chamska, ale jeśli ty byś zachowywała się w stosunku do mnie tak samo, nie dałabym sobie rady. -Wyznała Madie, Sara posłała jej mały uśmiech -A jak tobie miną dzień?
-Ach, pełny niespodzianek. I nie tylko od ciebie, dzisiaj rano poznałabym uroczego chłopaka, ale...
Zaczęła opowiadać Sara. Dziewczyny przerozmawiały połowę nocy, obie cieszą się sobą nawzajem. Wiedzą że muszą zacząć dbać o relacje pomiędzy nimi, i być przy sobie mimo wszystko.

***
   
                                                                 Madie - Selena Gomez
    
    Sara - Lucy Hale

 
    Luke - Ian Harding

 
                                                                       Alfie - Hunter Parrish

Stella - Jana Kramer
  



   

Prolog

Dwie siostry - Sara i Madie, przenoszą się wraz ze swoim wujkiem do małego miasteczka o nazwie Little Skay, zostawiając złe wspomnienia za sobą. Jeszcze parę lat temu wszystko było w porządku, obie wychowywały się w spokojnej szczęśliwej rodzinie, aż do czasu kiedy ich Ojciec zastrzelił ich Matkę i młodszego brata. Ku szczęściu Madie przeżyła, a Sary nie było w domu. Obie źle to znoszą, i wciąż mają związane z tym zdarzeniem złe koszmary które nachodzą ich nocami. Ale najbardziej przeżywa to Madie. Często mówi że widzi Ojca nocą jak dzika jej siostrę i wuja nożem. Oczywiście wszystko później okazuje się być potwornym koszmarem, ale ona i tak przejmuje się tym jakby to wydarzyło się na prawdę. Ich wuj, Tom, ma nadzieję że i Madie i Sarze, dobrze zrobi przeprowadzka, czy ma racje?

 
 
 







Sara - Lucy Hale














Madie - Selena Gomez